Łączna liczba wyświetleń

piątek, 29 grudnia 2017

CZYM WŁAŚCIWIE SĄ MIŁOSIERDZIE I SPRAWIEDLIWOŚĆ? CZY MOGĄ ISTNIEĆ BEZ SIEBIE WZAJEMNIE?

Na wstępie należy zaznaczyć, że analizie zostaną poddane dwa z przymiotów bożych – miłosierdzie i sprawiedliwość. Miłosierdzie na pewno jest kluczowym do zbawienia elementem. Każdy z nas jest grzeszny i zaciąga dług wobec Boga. Człowiek nie może z ów długiem wejść do krainy szczęśliwości, tj. nieba. Ten dług koniecznym jest, aby odpokutować bądź jeszcze tu na ziemi, lub zaraz po śmierci w czyśćcu. Grzech, który przysłania umysł, serce, zmysły nie mógł by nam pozwolić oglądać Boga. Tutaj w naturalny sposób daje o sobie znać sprawiedliwość, by wpierw zanim wejdzie się do miejsca oglądania Boga, przemyć swoje jestestwo, oczyścić z brudu grzechów. Nawet teraz grzech nie pozwala nam na to, by Boga oglądać takim jakim On jest. To grzech sprawia, że nasz obraz tego co duchowe jest zniekształcony. Jak pisze św. Paweł: Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany (1 Kor 13, 12).
Jeśli chodzi o miłosierdzie Boga, to w wielu miejscach Pisma Świętego, tak Starego, jak i Nowego Przymierza można natrafić na jego przejawy. Pan Jezus mówi: Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią (Mt 5, 7). Tak więc to od człowieka zależy, czy chce, by Bóg mu darował ów dług zaciągnięty grzechem. Jeżeli odpowiedź brzmi twierdząco, to taki człowiek zobowiązany jest okazywać miłosierdzie swym bliźnim, każdego dnia. Jezus wiele razy mówi o miłosierdziu. Ma ono wiele „twarzy”, a dotyka takich kwestii jak:
  1. Przebaczenia – to jest darowania komuś popełnionych krzywd, win, zbrodni.
  2. Okazania współczucia – wobec np. głodnych, spragnionych, cierpiących, etc.
  3. Czynów – np. pomocy biednym, nakarmienia głodujących, odwiedzenia i pocieszenia chorych, etc.
Szczegóły uczynków miłosiernych są zawarte, choć zarazem streszczone przez Pana Jezusa i Kościół w tak zwane uczynki miłosierne co do duszy i ciała.
Miłosierdzie to podanie ręki bratu czy siostrze w udręce duszy i ciała. Miłosierdzie to uśmiech do drugiego człowieka, pokrzepienie w bólu i smutku, pomoc w potrzebie. Miłosierdzie jednakże nie jest skazane na ślepotę (czytaj: głupotę). Jest ono bowiem mądrością. Problemem wydaje się być to, iż miłosierdzie można łatwo wykorzystać, nadwyrężyć je czy wręcz podeptać, zniekształcając jego obraz. Bóg jednak poprzez Kościół nas przed tym zabezpiecza, zaliczając ów nadużycia miłosierdzia do grzechów przeciwko Duchowi Świętemu, tzn. nieodpuszczalnych, dla których w ostatecznym rozrachunku nie ma przebaczenia. Kościół Katolicki w swym Katechizmie kwestię tę definiuje już w pierwszym punkcie 6 grzechów przeciwko Duchowi Świętemu w następujący sposób: Grzeszyć zuchwale w nadziei miłosierdzia Bożego. Ktoś powie – przecież jak to się ma do tego, że Bóg jest nieskończenie miłosierny? Odpowiedź jest prosta. Bóg jest nieskończenie miłosierny. To prawda. Jednakże są pewne grzechy, które Pan nam podaje jako te, które zamykają same przez się drogę do miłosierdzia. Jest bowiem napisane: Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone (Mt 12, 31). Pan Jezus mówi tak wobec ludu, kiedy uzdrowił człowieka opętanego. Świadkowie tego wydarzenia byli bowiem tak zdumieni, że określili Jezusa mianem Mesjasza. Widząc to faryzeusze, dopuścili się podłości mówiąc: On tylko przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy (Mt 12, 24). Jezus w tym momencie został posądzony o najgorsze. O paktowanie z diabłem. A przecież to Duch Święty działał w Jezusie. Nie mogło więc być inaczej, tylko Pan wnet uznał to za tak potężne bluźnierstwo przeciwko Duchowi Bożemu, że aż niegodne odpuszczenia, jak mówi: Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; i kto nie zbiera ze Mną, rozprasza. Dlatego powiadam wam: Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone. Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym (Mt 12, 30-32). Bluźnierca bowiem trwa w złym i w sposób w pełni dobrowolny odłącza się od miłości (miłosierdzia) Boga. Warto wspomnieć też o pozostałych pięciu grzechach, które Kościół definiuje jako „nieodpuszczalne”, czyli niepodlegające prawu Bożej łaski miłosierdzia, a są to: rozpaczać albo wątpić w łaskę Bożąsprzeciwiać się uznanej nauce chrześcijańskiejnie życzyć lub zazdrościć bliźniemu łaski Bożejmieć zatwardziałe serce na zbawienne natchnieniaumyślnie zaniedbywać pokutę aż do śmierci. Tak więc istnieje katalog grzechów zatwardziałych przeciwko Bogu, które są wyjęte spod prawa miłosierdzia, gdyż w sposób niewymowny same ze swej natury oddzielają człowieka od Bożego miłosierdzia.
Wracając jednakże do pierwszego z ów nieodpuszczalnych grzechów, należy rozważyć słowo tu kluczowe, czyli „zuchwale”. Co ono oznacza? Zuchwałość jest to nic innego, jak prymitywne w swej naturze, ale zarazem przemyślane grzeszenie, układanie się ze złem i oczekiwanie w zamian, że skoro Bóg i tak jest nieskończenie miłosierny, to i tak mi przebaczy. Bracia i siostry nic bardziej mylnego! Co może świadczyć o ludzkiej zuchwałości (niegodziwości)? Nawet już takie niepozorne słowa, jak „i tak się z tego wyspowiadam” już świadczą o tym, że ktoś jest zuchwały. Człowiek bowiem żałujący grzechów będzie bił się w piersi, płakał nad swoim grzechem (to w wersji hard), a przynajmniej  wzbudzał refleksje nad swoimi grzechami i starał się za nie żałować, dążyć do poprawy (wersja light). Zuchwałość to nic innego, jak brak żalu, niechęć do odcięcia się od swego grzechu, brak dążenia do pokuty i zadośćuczynienia. Ogólnie rzecz biorąc lekkoduszne podejście do sakramentów świętych, zwłaszcza do spowiedzi świętej już samo w sobie jest zuchwałe. Trzeba zaznaczyć, że ten kto zuchwale grzeszy, to inaczej naigrywa się z Pana Boga, kpi z Niego i Jego nauk. Czy Bóg więc może takiej osobie w ostatecznym rozrachunku pozostać dłużnym i nie ukarać jej? Odpowiedź jest na to w powyżej cytowanych słowach Pana Jezusa. Choć ostateczne słowo i tak należy do Boga i to On jedynie zna sumienie, umysł i duszę ludzką do głębi, by finalnie takiego delikwenta rozliczyć.
Analizując powyższe stwierdzenia można zadać kolejne pytanie: czy jeśli Bóg jest doskonałym miłosierdziem, to czy może unosić się gniewem, nawet wobec najbardziej grzesznego człowieka? Bóg bez wątpienia dla zuchwalców nie ma litości, ale nie dlatego, że sam z siebie nie ma, lecz bo to zuchwalcy po prostu nie chcą Bożego współczucia, nie chcą żadnego przebaczenia, żadnego miłosierdzia, czy nawet skrajnie wręcz nim gardzą. W takim też wypadku można postawić pytanie w zupełnie inny sposób: czy niegodziwcy, tj. zuchwalcy chcą być zbawionymi? Bóg bowiem nie będzie nikomu na siłę okazywać swego miłosierdzia. O miłosierdzie trzeba wystąpić, poprosić o przebaczenie. Bóg szanuje wolność człowieka, jego wolną wolę. Tak więc zuchwalec jest zuchwalcem i pozostaje zuchwalcem do końca, aczkolwiek zawsze jest i dla niego nadzieja nawrócenia, nadzieja „otarcia się” o Boże miłosierdzie. Co ważne, gniew nie jest przymiotem Boga! Gniew jest rzeczą ludzką i nie pochodzi od Stwórcy, lecz od diabła. Gniew związany jest też z emocjami, czyli czymś co ludzkie, nie boskie. Bóg nie okaże litości niegodziwcom, to nie znaczy tyle, co wyleje na nich swój gniew (często zresztą można znaleźć takie odwołania w Biblii), lecz okaże im swoją sprawiedliwość. Tutaj słowo gniew jest synonimem słowa sprawiedliwość. Podsumowując kwestię zuchwałości należy odwołać się do słów św. Pawła: Bóg nie dozwoli z siebie szydzić. A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne (Ga 6, 8).
Czy Pan Jezus objawiając się ludziom jako miłosierny (poprzez świętą siostrę Faustynę) chce faktycznie przygotować świat na swoje powtórne przyjście w chwale? Wydawać by się mogło, że tak. Zaświadczają to następujące słowa: Przygotujesz świat na ostateczne przyjście moje  (Dz 429)Bóg w dniu swej Paruzji nie chce zastać świata zepsutego do cna, dlatego daje ludziom poznać swoje miłosierdzie, w sposób szczególny przed swoim powrotem na ziemię. Warto przytoczyć i rozważyć kilka słów Chrystusa, skierowanych do wyżej wspomnianej św. Faustyny:
Zdrój miłosierdzia mojego został otwarty na oścież włócznią na krzyżu dla wszystkich dusz – nikogo nie wyłączyłem (Dz 1182). Tutaj Pan Jezus jasno stwierdza, że w sposób wyjątkowy, kiedy Jego bok na krzyżu został przebity włócznią, wówczas Jego serce zranione ogarnęło w swym miłosierdziu wszystkie dusze bez wyjątku, tak od stworzenia świata po jego kres.
O biedni, którzy nie korzystacie z tego cudu miłosierdzia Bożego, na darmo będziecie wołać, ale będzie już za późno (Dz 1448). Tutaj w wizji Faustyny dostrzec należy orędzie o niezmierzonym i nie mającym końca miłosierdziu Boga. Nie mniej jest to także  ostrzeżenie dla tych wszystkich, którzy lekceważą zawezwanie do nawrócenia oraz zamykają swoje serca i umysły na pokutę, nie chcą podejść do źródła Bożego miłosierdzia, którym przecież jest… sakrament pokuty.
Teraz należy rozważyć drugi z przymiotów Bożych – sprawiedliwość. Oczywiście trudno jest analizować ją bez zestawienia z miłosierdziem. Dlaczego? Dlatego, że tak miłosierdzie, jak i sprawiedliwość są nierozłączne, żyją w symbiozie, uzupełniają się a nie wykluczają, nie stanowią dla siebie wartości przeciwnych, konkurujących, lecz dopełniają się. Są sobie równe. Jak już wcześniej wspomniano, Bóg gniewny, nie znający litości, to inaczej Bóg sprawiedliwy. Nie będzie żadnym nadużyciem stwierdzenie, że o sprawiedliwość woła miłosierdzie. Bo czy na przykład widząc człowieka nieszczęsnego, uciskanego przez innych, nie zawołamy w duchu o sprawiedliwość dla jego oprawców? (chociaż właściwym będzie dla nas chrześcijan aby w pierwszej kolejności wydać krzyk o miłosierdzie dla prześladowców, jak Jezus przybijany do krzyża: Ojczeprzebacz im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23,34a). Sprawiedliwość nie oznacza tego, że komuś źle życzymy, że oczekujemy zemsty, czy wręcz potępienia. Ma ona na celu ukazanie zła źle czyniącemu, by mu uzmysłowić, że to co czyni obraża nie tylko bliźniego, ale i Pana Boga. W takim znaczeniu można by mówić o sprawiedliwości jako narzędziu Bożej kary, jej wymiarze penitencjarnym, która w efekcie ma  zresocjalizować grzesznika, naprawić jego życie i skutki zła przez niego poczynionego. Tak więc sprawiedliwość może być narzędziem kary za zło, jak i nade wszystko konsekwencją ów zła. Sprawiedliwość zaciąga na siebie ten kto źle czyni, ten kto grzeszy. Sprawiedliwość jest zapłatą. Ma ona jak już wspomniano wymiar penitencjarny, ale i resocjalizacyjny, bowiem kiedy już raz człowieka dotknie ów sprawiedliwość, kolejnym razem zastanowi się on nad tym czy grzeszyć warto i potem być na powrót obłożonym sprawiedliwością. Można więc tu mówić o miłosierdziu w sprawiedliwości bądź na odwrót – sprawiedliwości w miłosierdziu. Bo czyż człowiek dotknięty sprawiedliwością Bożą, ostatecznie nie doświadcza Jego łaski przebaczenia? Czy miłosierdziem nie jest dotknięcie przez Boga sprawiedliwością człowieka grzeszącego, aby poprzez to zrozumiał, że to co dotąd czynił jest złem i na skutek ów sprawiedliwości się opamiętał i nawrócił?  Oczywiście też trzeba zauważyć, że sprawiedliwość ziemska, ludzka często jest postrzegana poprzez pryzmat przemocy, gniewu, odwetu. Jest to oczywiście wypaczeniem sprawiedliwości, jej ośmieszeniem, zniekształceniem. Tak naprawdę sprawiedliwość Boża jest czymś pięknym i w połączeniu (nigdy nie rozerwalnie!) z miłosierdziem, jest zawsze najwyższym aktem Bożej miłości i dobroci względem stworzenia.
Co Pan Jezus mówi na temat sprawiedliwości do Siostry Faustyny? Jest kilka takich fragmentów, które są bardzo wymowne i warte przytoczenia oraz krótkiej analizy:
Blisko jest dzień straszliwy, dzień mojej sprawiedliwości (Dz 965); Nim przyjdę jako sędzia sprawiedliwy, otwieram na oścież drzwi miłosierdzia mojego. Kto nie chce przejść przez drzwi miłosierdzia, ten musi przejść przez drzwi sprawiedliwości mojej (Dz 1146). Tutaj jasno widać, że dzień ostateczny, czas powrotu Jezusa Pana na ziemię, nie będzie czasem miłosierdzia, lecz sprawiedliwości, zapłaty. Sam Mistrz określa ów dzień jako „straszliwy”, aczkolwiek najbardziej powinni lękać się ci, którzy najwięcej mają na sumieniu. Pan jednak wpierw otwiera na oścież drzwi swojego przebaczenia, aczkolwiek ten kto pogardzi tym, by przez nie przejść, kto wzgardzi łaską Bożą, tego czeka już tylko sprawiedliwość, pozostaną mu drzwi sprawiedliwości. Wizje, które przekazała światu św. Faustyna, głoszą, że Bóg jest samym miłosierdziem (Dz 1074, 300) i pragnie jedynie tego, aby wszyscy ludzie porzucili wszelkie lęki i obawy, by z ufnością zawierzyli Jego miłosierdziu swoje poranione nieprawościami serca. Warto jednak dodać, że kiedy dobiegnie kres obecnego czasu miłosierdzia, Chrystus przyjdzie odbyć sąd nad rządem dusz ludzkich. Niech pozna cała ludzkość niezgłębione miłosierdzie moje. Jest to znak na czasy ostateczne, po nim nadejdzie dzień sprawiedliwy. Póki czas niech uciekają do źródła miłosierdzia mojego (Dz 848).
Nie chcę karać zbolałej ludzkości - mówi Jezus - ale pragnę ją uleczyć, przytulając ją do swego miłosiernego serca. Kar używam, kiedy mnie sami zmuszają do tego; ręka moja niechętnie bierze za miecz sprawiedliwości; przed dniem sprawiedliwości posyłam dzień miłosierdzia (Dz 1588). Pan Jezus po raz kolejny w wyraźny sposób przekazuje, że karanie to ostateczność, sprawiedliwość następuje po miłosierdziu, które ma pierwszeństwo. Człowieczeństwo i tak już na tyle jest schorowane i obkładane nieustannie grzechami i ich konsekwencjami ze wszystkich stron, że sprawiedliwość Boża już tylko by musiała wszystko zakończyć, dać ostateczny kres. Czas miłosierdzia jest czasem, jak wynika z powyższych słów, bezpośrednim przed dniem sprawiedliwości Bożej.
Dla tej duszy zatracenie, która chce się zatracić – bo kto pragnie zbawienia, dla tego jest niewyczerpane morze miłosierdzia pańskiego (Dz 631)Dusza będzie potępiona tylko ta, która sama chce, bo Bóg nikogo nie potępia (Dz 1452)Od nas zależy, czy chcemy przyjąć łaskę Bożą, czy nie, czy chcemy z nią współpracować, czy też ją zmarnujemy (Dz 1107). Tak więc to nie Bóg człowieka potępia, lecz człowiek ściąga wyrok potępienia na siebie, na własne życzenie.
Miłosierdzie Moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe (Dz 20). Te słowa św. Faustyna usłyszała w swoim sercu, kiedy doświadczała wizji czyśćca. Za życia człowiek ma czas, ma możliwości, aby korzystać z nieskończonego źródła Bożego miłosierdzia, natomiast po śmierci czeka go już tylko sprawiedliwość. Pan nie chce karać, ale sprawiedliwość Jego tego się domaga. Czyściec jest konsekwencją nieodpokutowanych i nie zadośćuczynionych grzechów na ziemi. Albo człowiek tu jeszcze za życia ziemskiego będzie pokutować i zadośćczynić albo po śmierci w czyśćcu. Wybór należy do każdego indywidualnie. Tak więc czyściec jest Bożą sprawiedliwością, ale i zarazem miłosierdziem. Sprawiedliwością, gdyż człowiek musi zapłacić za zło popełnione a nie zapłacone za życia, natomiast miłosierdziem, bo za ów zło człowiek nie trafia wprost do piekła, lecz do stanu oczyszczenia przed ostatecznym wkroczeniem w bramy nieba.




Piotr Żak – rocznik 1990, magister stosunków międzynarodowych (Uniwersytet Jagielloński) oraz magister amerykanistyki (Uniwersytet Jagielloński), oba tytuły uzyskane w 2014 roku. Zainteresowania naukowe: historia, dyplomacja, prawo międzynarodowe publiczne oraz teologia. Planowany doktorat w zakresie nauk społecznych, stricte stosunków międzynarodowych. W wolnych chwilach: podróże, fotografia przyrody oraz bieganie i jazda na rowerze. Członek Związku Strzeleckiego „Strzelec” Równość Wolność Niepodległość. Numer ORCID: https://orcid.org/0000-0002-9145-2816.

PANIE KTÓŻ JEST MOIM BLIŹNIM?

Panie któż jest moim bliźnim? Rozejrzyj się Synu! Któż jest twoim bliźnim? Proszę otwórz swe oczy, co widzisz? Spójrz, oto tutaj ta staruszka pochylona ku ziemi wskutek ciężaru swych lat, a tam to dziecię żebrzące na kawałek chleba oraz ten mężczyzna ciągle upijający się i maltretujący swą żonę i dzieci. Kim oni są? Czyż to nie Twoi bliźni? Synu, nie pytaj więcej o to, kto jest Twym bliźnim, lecz sam bądź bliźnim dla Twych braci i sióstr, którzy na Ciebie czekają w cichości serca…
Kiedy klniesz na kogoś, wiedz, że klniesz na samego Boga.
Kiedy kogoś kłamiesz, wiesz, że kłamiesz samego Boga.
Kiedy kogoś bijesz, wiedz, że bijesz samego Boga.
Kiedy kogoś oszukujesz, wiedz, że oszukujesz samego Boga.
Kiedy kogoś okradasz, wiedz, że okradasz samego Boga.
Kiedy kogoś mordujesz, wiedz, że mordujesz samego Boga.
Kiedy kogoś gwałcisz, wiedz, że gwałcisz samego Boga.
Kiedy kogoś zdradzasz, wiedz, że zdradzasz samego Boga.
Pan Jezus powiedział: „WSZYSTKO, CO UCZYNILIŚCIE JEDNEMU Z TYCH BRACI MOICH NAJMNIEJSZYCH, MNIEŚCIE UCZYNILI” (Mt 25,40).
Bliźnim jest ten kto stoi koło ciebie mój drogi Bracie / Siostro w tramwaju, ten kto siedzi koło Ciebie w szkolnej ławce, czy zaczepia na ulicy prosząc o parę groszy na chleb, papierosy czy alkohol. Bliźni to Twój stary upierdliwy ojciec, matka pouczająca cię na każdym kroku, brat żyjący w nierządzie z cudzą żoną, czy siostra sparaliżowana wskutek wypadku i przykuta do wózka inwalidzkiego. Bliźnim jest Twój sąsiad, z którym sądzisz się o kawałek miedzy od wielu lat, jest nim także Twoja przyjaciółka, która cię zdradziła ośmieszając w oczach ludzi,   ale i ta starsza kobieta, która mieszka od 30 laty o trzy domy dalej od Twojego, a której nie kłaniasz się od dawna.
Bliźnim Twym jest ten, który cię zabija nieustannie oszczerstwami.
Bliźnim Twym jest ta, która dopuściła się nierządu z twoim ojcem, bratem, kuzynem.
Bliźnim Twym jest i ta, która jest twą żoną, a nieustannie cię zdradza.
Bliźnim Twym jest ksiądz, który nadużywa alkoholu i ma dzieci z parafianką.
Bliźnim Twym jest twój szef, który nie dał ci awansu długo przez ciebie oczekiwanego.
Bliźnim Twym jest każdy ten, którego obojętnie mijasz na codziennej drodze swego życia.
I co Bracie / Siostro? Zszokowany/-a? Tak, to są Twoi BLIŹNI, ale… nie pytaj więcej o to, kto jest dla Ciebie bliźnim, ale raczej zapytaj sam siebie czy Ty jesteś dla innych bliźnim!



Piotr Żak – rocznik 1990, magister stosunków międzynarodowych (Uniwersytet Jagielloński) oraz magister amerykanistyki (Uniwersytet Jagielloński), oba tytuły uzyskane w 2014 roku. Zainteresowania naukowe: historia, dyplomacja, prawo międzynarodowe publiczne oraz teologia. Planowany doktorat w zakresie nauk społecznych, stricte stosunków międzynarodowych. W wolnych chwilach: podróże, fotografia przyrody oraz bieganie i jazda na rowerze. Członek Związku Strzeleckiego „Strzelec” Równość Wolność Niepodległość. Numer ORCID: https://orcid.org/0000-0002-9145-2816.

ZBRODNIA I KARA NA PRZYKŁADZIE SŁÓW: KREW JEGO NA NAS I NA DZIECI NASZE!

Warto zawsze zwrócić uwagę na to, co się wypowiada publicznie, także (a może szczególnie) wobec Boga, czego się żąda bądź o co prosi. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta – bo ten w najmniej oczekiwanym momencie wysłuchuje. Dowód? Daleko nie trzeba szukać. Wystarczy spojrzeć na proces Jezusa i zwrócić partykularną uwagę na wołanie ludu wobec Sanhedrynu, Piłata, Jerozolimy i… Boga: Krew Jego na nas i na dzieci nasze (Mt 27, 25). Nie trzeba było długo czekać, kiedy niewinnie przelana krew Jezusa spadła na Jerozolimę, a tym samym cały naród żydowski w ówczesnej Palestynie. Minęło zaledwie 30 lat a Jerozolima a wraz z nią świątynia w niej wznosząca się, zostały zniszczone przez Rzymian w wyniku powstania żydowskiego (czyż Jezus nie płakał nad losem tego miasta, jak wspomina Ewangelista: Gdy Jezus szedł po wyjściu ze świątyni, podeszli do Niego uczniowie, aby Mu pokazać budowle świątyni. Lecz On rzekł do nich: «Widzicie to wszystko? Zaprawdę, powiadam wam, nie zostanie tu kamień na kamieniu, który by nie był zwalony» (Mt 24, 1-2).). Na innym miejscu Jezus mówi: Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani! Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swe pisklęta zbiera pod skrzydła, a nie chcieliście. Oto wasz dom zostanie wam pusty (Mt 23, 37-38), a także: Widzicie to wszystko? Zaprawdę, powiadam wam, nie zostanie tu kamień na kamieniu, który by nie był zwalony (Mt 24, 2). Oprócz destrukcji Miasta Świętego, śmierć dotknęła tysiące ludzi, a miliony musiały udać się na emigrację (wypędzenie Żydów z Jerozolimy i Ziemi Obiecanej – pierwsze dokonane przez Babilończyków miało miejsce w VI wieku przed Chrystusem, a drugie dokonane przez Rzymian w 70 roku po Chrystusie). Tak więc Bóg wysłuchał wołania synów i córek izraelskich, zsyłając zgodnie z ich wolą na nich i ich potomków zagładę (krew Jezusa, Jego śmierć Żydzi wzięli na siebie w czasie procesu przed Piłatem i później ta krew ostatecznie na nich spadła w postaci pewnego rodzaju holokaustu, bo jak bowiem nazwać to, co wówczas w 70 r n.e. miało miejsce w Palestynie, tę rzeź?). Tak, należy stwierdzić, że skazanie i zabicie Jezusa musiało i de facto przyniosło konsekwencje w postaci zniszczenia ówczesnego świata żydowskiego. Przekleństwo wzięte na siebie i swoje dzieci przez garstkę ludzi, dotknęło cały naród (podobnie jak grzech jednego człowieka – Adama ściągnął konsekwencje, tj. grzech pierworodny na wszystkich mieszkańców ziemi po wsze czasy, aż do skończenia świata. Niestety najwidoczniej jest tak, że kiedy jeden człowiek zgrzeszy, skutki tego odczuwają także inni ludzie). Bo czy Bóg mógł oprawców swojego Syna pozostawić bezkarnymi? Zresztą należy podkreślić, że reprezentacja narodu wybranego (Dlaczego reprezentacja? Gdyż wśród tłumu była starszyzna, a więc Najwyższa Rada Żydowska) sama się o to na własne życzenie prosiła, wrzeszcząc (co należy jeszcze raz przytoczyć): Krew Jego na nas i na dzieci nasze (Mt 27, 25). Jednak z drugiej strony można by postawić pytanie, czy miłosierny Bóg za głupotę reprezentantów narodu, mógłby ukarać wszystkich? W ogóle przy rozważaniu tej kwestii kluczowym jest, aby podkreślić, że:
1)      Ludzie którzy wypowiedzieli powyżej cytowane słowa nie reprezentowali całego narodu Izraela, lecz jedynie pewną grupę tę przeciwną Jezusowi. Trzeba bowiem zauważyć, że wśród stojących w tłumie była również druga grupa Żydów, tych którzy wierzyli w Jezusa i miłowali Go, stając się potem chrześcijanami. Warto spojrzeć też i na trzecią grupę, która nie wiedziała do końca, po której stronie jest prawda i jak się zachować (gdyż byli zmanipulowani). Dlatego też zasadnym wydaje się postawienie pytania, dlaczego więc cały naród miałby odpowiadać za grzech przekleństwa ściągniętego przez część ludzi?
2)      Należy poddać po refleksję kolejną kwestię, co wspólnego z ów przekleństwem mieli / mają niewinni ludzie, którzy nie żyli w tamtych czasach i nie zrobili niczego przeciwko Jezusowi? Warto jednak przytoczyć trzy zasadnicze w tej kwestii fragmenty Pisma Świętego (ST): Pan, Bóg twój, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia (Wj 20,5)Pan zsyłający kary za niegodziwość ojców na synów i wnuków aż do trzeciego i czwartego pokolenia (Wj 34,7)Pan cierpliwy, bogaty w życzliwość, przebacza niegodziwość i grzech, lecz nie pozostawia go bez ukarania, tylko karze grzechy ojców na synach do trzeciego, a nawet czwartego pokolenia (Lb 14,18). Z drugiej jednak strony można znaleźć i taki fragment, który trzy poprzednie mógłby z łatwością obalić: Syn nie ponosi odpowiedzialności za winę swego ojca, ani ojciec – za winę syna. Sprawiedliwośę sprawiedliwego jemu zostanie przypisana, wystepek zas wystepnego na niego spadnie (Ez 18,20), aczkolwiek tego nie zrobi, gdyż czym innym jest konsekwencja grzechu (o której traktują trzy pierwsze cytaty) a czym innym odpowiedzialność za grzech (o której mowa jest właśnie we fragmencie ezechielowym).
3)      Czy przekleństwo, które Żydzi mogliby na siebie ściągnąć (bez względu czy indywidualnie czy grupowo, czy całościowo) nie zostało przypadkiem przełamane słowami Jezusa z krzyża: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23, 34)?
4)      Czy w końcu ci, którzy wymawiali te słowa, popełnili grzech faktyczny, jeśli przyjąć, iż byli zmanipulowani i nie do końca świadomi tego co robią i mówią? Święty Piotr tak bowiem pisze: Wiem Bracia, że w nieświadomości działaliście, jak i wasi przełożeni, a Bóg zaś wypełnił w ten sposób to, co zapowiedział przez proroków (Dz 3, 17-18).
5)      Współcześnie słowa: Krew Jego na nas i na dzieci nasze (Mt 27, 25) (czytaj: krew = śmierć, czyli – Śmierć Jego na nas i na dzieci nasze) rozumiana jest jako formuła zatwierdzająca wyrok wydany przez Poncjusza Piłata.
Tak więc, pomimo faktu postawienia jednoznacznych tez w pierwszej części tekstu, iż skazanie i śmierć Jezusa przez Żydów (rozumianych nie jako cały naród, lecz jego część) ściągnęła przekleństwo i konsekwencje w postaci kary na cały naród wybrany i dalsze pokolenia (max. do czwartego pokolenia wg. tego co w Biblii ST), należy definitywnie stwierdzić, iż już nie ma odpowiedzialności zbiorowej Żydów w późniejszych czasach. Dlatego też przypisywanie tego wszystkiego złego, co Żydów dotknęło po czwartym pokoleniu po Chrystusie, a więc licznych pogromów, krzywd, czy XX – wiecznego Holokaustu, jest wielkim nieporozumieniem, nie mającym żadnego ugruntowania w Piśmie Świętym. O ile, można spierać się o fakt autentyczności tezy, że konsekwencje słów: Krew Jego na nas i na dzieci nasze były faktycznie widoczne do czwartego pokolenia, o tyle od piątego wzwyż są niczym nie uzasadnione. Papież Jan Paweł II już dawno miał oświadczył że interpretacja tych słów jako ściągnięcie na siebie przez naród wybrany przekleństwa w formie Holocaustu (XX wiecznego z rąk niemieckich nazistów), pogromów, etc. – jest strasznym błędem kompletnym, wypaczeniem nauki prawd i ducha Ewangelii.
Podsumowując, należy wysunąć jednoznaczną i ostateczną tezę, że Żydzi jako naród, nie są winni śmierci Jezusa Chrystusa, a więc nie ponoszą ów odpowiedzialności zbiorowo. Odpowiedzialni byli i są wobec Boga i historii pewni reprezentanci Żydów, czyli część Sanhedrynu oraz tłumu uczestniczącego w procesie Mistrza z Nazaretu przed Piłatem. Z kolei, kara i konsekwencja za ów czyn (nie mylić z odpowiedzialnością bądź samym grzechem!) wydaje się, że spadły nie tylko na bezpośrednio i pośrednio winnych jezusowej śmierci, a więc złych i ich dzieci, ale wręcz na wszystkich (także dobrych, niewinnych) Żydów, i to aż do trzeciego / czwartego pokolenia (zgodnie z tym, co prezentuje Pismo Święte ST), stąd zniszczenie Jerozolimy i świątyni oraz wypędzenie Żydów, a następnie rozproszenie ich po całym świecie. Skrajnie jednak można usprawiedliwić wszystkich, tak Sanhedryn, jak i tłum oraz Piłata, tłumacząc ich działania brakiem świadomości (co wcześniej zostało przytoczone w liście św. Piotra Apostoła), a także słowami pełnymi przebaczenia względem swych oprawców, a wypowiedzianymi przez Jezusa z krzyża (również wcześniej przytoczonymi). Tak naprawdę, wszyscy grzesznicy są sprawcami męki Chrystusa.
Można postawić takie oto hipotezy odnośnie słów: Krew Jego na nas i na dzieci nasze:
  • Ci, którzy je wypowiedzieli (członkowie starszyzny żydowskiej, część społeczeństwa izraelskiego – ludu) byli świadomi swoich słów, tak więc zgrzeszyli i przekleństwo również świadomie ściągnęli, aczkolwiek wyłącznie na siebie i swoje dzieci (do trzeciego / czwartego pokolenia).
Wniosek: jest świadomość = jest umyślność = jest grzech = jest konsekwencja grzechu, jego przekleństwo, ale wyłącznie indywidualna, a nie zbiorowa.
Przykładowo więc: ta grupa ludzi faktycznie nie mogła ściągnąć katastrofy zburzenia Jerozolimy i świątyni. Czyli wydarzenia te nie były w ogóle tego konsekwencją.
  • Ci, którzy je wypowiedzieli (członkowie starszyzny żydowskiej, część społeczeństwa izraelskiego – ludu) nie byli w pełni świadomi swoich słów, bowiem działali w emocjach i amoku, a także byli zmanipulowani (lud) przez sanhedryn, tak więc zgrzeszyli częściowo i też częściowo przekleństwo wyłącznie na siebie i swoje dzieci (do trzeciego / czwartego pokolenia).
Wniosek: jest częściowa świadomość = jest częściowa umyślność = jest częściowy, niepełny grzech = jest częściowa konsekwencja grzechu, jego przekleństwo, ale wyłącznie indywidualna, a nie zbiorowa.
Przykładowo więc: ta grupa ludzi faktycznie nie mogła ściągnąć katastrofy zburzenia Jerozolimy i świątyni. Czyli wydarzenia te nie były w ogóle tego konsekwencją.
  • Ci, którzy je wypowiedzieli (członkowie starszyzny żydowskiej, część społeczeństwa izraelskiego – ludu) nie byli w ogóle świadomi swoich słów, bowiem działali w ogromnych emocjach i amoku, a także byli zmanipulowani (lud) przez sanhedryn (który także sam siebie zmanipulował tak mocno, że już nie wiedziano, co jest prawdą, a co fałszem), tak więc nie zgrzeszyli wcale, aczkolwiek przekleństwo ściągnęli, wyłącznie na siebie i swoje dzieci (do trzeciego / czwartego pokolenia).
Wniosek: nie ma świadomości = nie ma umyślności = nie ma grzechu = konsekwencje grzechu, który doprowadził do takiej, a nie innej sytuacji / słów lub czynów – są, choć wyłącznie indywidualne, nie zbiorowe.
Przykładowo więc: ta grupa ludzi faktycznie nie mogła ściągnąć katastrofy zburzenia Jerozolimy i świątyni. Czyli wydarzenia te nie były w ogóle tego konsekwencją.
  • Ci, którzy je wypowiedzieli (członkowie starszyzny żydowskiej, część społeczeństwa izraelskiego – ludu) byli świadomi swoich słów, tak więc zgrzeszyli i przekleństwo również świadomie ściągnęli, tak na siebie i swoje dzieci, jak i cały naród (do trzeciego / czwartego pokolenia). Jednak należy podkreślić, że grzech i odpowiedzialność za niego, dotyczy wyłącznie wypowiadających ów słowa. Z kolei kara, konsekwencja dotyka już wszystkich (tak złych, jak i dobrych).
Wniosek: jest świadomość = jest umyślność = jest grzech = jest konsekwencja grzechu, jego przekleństwo dotykające, tak  złych, jak i sprawiedliwych (czyli wszystkich).
Przykładowo więc: ta grupa ludzi faktycznie mogła w dużym stopniu (bezpośrednio) ściągnąć katastrofę zburzenia Jerozolimy i świątyni. Czyli wydarzenia te mogły zdecydowanie być w dużym stopniu tego konsekwencją.
  • Ci, którzy je wypowiedzieli (członkowie starszyzny żydowskiej, część społeczeństwa izraelskiego – ludu) nie byli w pełni świadomi swoich słów, bowiem działali w emocjach i amoku, a także byli zmanipulowani (lud) przez sanhedryn, tak więc zgrzeszyli częściowo i też częściowo przekleństwo ściągnęli tak na siebie i swoje dzieci, jak i cały naród (do trzeciego / czwartego pokolenia).
Wniosek: jest częściowa świadomość = jest częściowa umyślność = jest częściowy, niepełny grzech = jest częściowa konsekwencja grzechu, jego przekleństwo, aczkolwiek dotykające tak złych, jak i sprawiedliwych (czyli wszystkich).
Przykładowo więc: ta grupa ludzi faktycznie mogła w pewnym stopniu (pośrednio) ściągnąć katastrofę zburzenia Jerozolimy i świątyni. Czyli wydarzenia te mogły poniekąd, choć z dużą dozą prawdopodobieństwa być w większym lub w tym wypadku raczej mniejszym (częściowym) stopniu tego konsekwencją.
  • Ci, którzy je wypowiedzieli (członkowie starszyzny żydowskiej, część społeczeństwa izraelskiego – ludu) nie byli w ogóle świadomi swoich słów, bowiem działali w ogromnych emocjach i amoku, a także byli zmanipulowani (lud) przez sanhedryn (który także sam siebie zmanipulował tak mocno, że już nie wiedziano, co jest prawdą, a co fałszem), tak więc nie zgrzeszyli wcale, aczkolwiek przekleństwo dotknęło wszystkich, tak wypowiadających ów słowa, jak i cały naród[1].
Wniosek: nie ma świadomości = nie ma umyślności = nie ma grzechu = jest konsekwencja jakiegoś wcześniejszego grzechu, która doprowadziła do tego, a nie innego zdarzenia, które okazało się złe z obiektywnego punktu widzenia złe, a dotknęła wszystkich.
Przykładowo więc: ta grupa ludzi faktycznie mogła w pewnym stopniu (bezpośrednio lub pośrednio) ściągnąć katastrofę zburzenia Jerozolimy i świątyni. Czyli wydarzenia te mogły poniekąd, choć z dużą dozą prawdopodobieństwa być w większym lub mniejszym stopniu (ciężko w tym przypadku szacować) tego konsekwencją.
  • Ci, którzy je wypowiedzieli (członkowie starszyzny żydowskiej, część społeczeństwa izraelskiego – ludu) nie byli w ogóle świadomi swoich słów, bowiem działali w ogromnych emocjach i amoku, a także byli zmanipulowani (lud) przez sanhedryn (który także sam siebie zmanipulował tak mocno, że już nie wiedziano, co jest prawdą, a co fałszem), tak więc nie zgrzeszyli wcale i też wcale przekleństwo nie mogło dotknąć kogokolwiek.
Wniosek: nie ma świadomości = nie ma umyślności = nie ma grzechu = nie ma konsekwencji grzechu, jego przekleństwa w ogóle.
Przykładowo więc: ta grupa ludzi faktycznie nie mogła ściągnąć katastrofy zburzenia Jerozolimy i świątyni. Czyli wydarzenia te nie były w ogóle tego konsekwencją.
  • Ci, którzy je wypowiedzieli (członkowie starszyzny żydowskiej, część społeczeństwa izraelskiego – ludu) faktycznie zgrzeszyli, a więc zaciągnęli na siebie, swoje dzieci i być może cały naród winę i karę, przekleństwo, które jednak niedługo potem zostało przez Jezusa z drzewa krzyża przełamane, a grzech odpuszczony, co wyraża się w słowach:  Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią. W tej sentencji zawierają się dwa kluczowe aspekty: 1. Przebaczenia 2. Uznania faktu stanu niewiedzy (nieświadomości) oprawców, grzeszących. W tym kontekście Jezus jednak woła o przebaczenie dla nich, czyli de facto rozgrzesza. Skoro przebacza (rozgrzesza) to jednak mimo stanu niewiedzy ów grzech mógł mieć miejsce (można by zaproponować w tym miejscu pojęcie grzechu częściowego, niepełnego, nieumyślnego). Skoro Jezus odpuścił, to nie ma już grzechu, ale pozostaje odpowiedzialność za niego, a także konsekwencje. Potrzeba więc pokuty i zadośćuczynienia, które konsekwencje ów grzechu mogły by zgładzić częściowo, bądź nawet całkowicie. Jeśli jednak ich nie ma, wówczas kara, konsekwencja, przekleństwo odpuszczonego grzechu pozostaje.
Wniosek: jest grzech = jest przebaczenie = nie ma grzechu = jest odpowiedzialność = jest konsekwencja grzechu.
Przykładowo więc: ta grupa ludzi faktycznie mogła ściągnąć katastrofę zburzenia Jerozolimy i świątyni, jeśli nie poczyniono odpowiedniej pokuty i zadośćuczynienia. Czyli wydarzenia te mogły, choć nie musiały być tego konsekwencją.
  • Ci, którzy je wypowiedzieli (członkowie starszyzny żydowskiej, część społeczeństwa izraelskiego – ludu) faktycznie zgrzeszyli, a więc zaciągnęli na siebie, swoje dzieci i być może cały naród winę i karę, przekleństwo, które jednak niedługo potem zostało przez Jezusa z drzewa krzyża przełamane, a grzech odpuszczony, co wyraża się w słowach:  Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią. W tej sentencji zawierają się dwa kluczowe aspekty: 1. Przebaczenia 2. Uznania faktu stanu niewiedzy (nieświadomości) oprawców, grzeszących. W tym kontekście Jezus jednak woła o przebaczenie dla nich, czyli de facto rozgrzesza.  Skoro przebacza (rozgrzesza) to jednak mimo stanu niewiedzy ów grzech mógł mieć miejsce (można by zaproponować w tym miejscu pojęcie grzechu częściowego, niepełnego, nieumyślnego). Skoro Jezus odpuścił, to nie ma ani grzechu, ani odpowiedzialności za niego, ani konsekwencji.
Wniosek: jest grzech = jest przebaczenie = nie ma grzechu = nie ma odpowiedzialności = nie ma konsekwencji grzechu.
Przykładowo więc: ta grupa ludzi faktycznie nie mogła ściągnąć katastrofy zburzenia Jerozolimy i świątyni. Czyli wydarzenia te nie były w ogóle tego konsekwencją.
Jeśli chodzi o powyższe punkty kwestią najbardziej sporną wydaje się być to, czy kara za grzech dotyka wyłącznie jego sprawców, czy też może być rozpostarta na innych, niewinnych, czy wręcz na całe społeczeństwo lub naród.
Warto raz jeszcze wspomnieć, że czym innym jest odpowiedzialność za grzech, a czym innym świadomość grzechu, a jeszcze czym innym konsekwencja grzechu.
O ile może być mowa o konsekwencji grzechu w dalszych pokoleniach, o tyle kwestia grzechu czy odpowiedzialności za niego w dalszych pokoleniach zostaje wykluczona. Nie ma więc czegoś takiego jak tzw. grzech międzypokoleniowy, gdyż sam Jezus Chrystus złamał jego moc, a także każdy człowiek indywidualnie odpowiada za swoje grzechy, w związku z czym nie może ich przekazać swoim dzieciom ani wnukom. Jedynym przechodzącym grzechem jest grzech pierworodny, w którym człowiek się rodzi, aczkolwiek i tutaj jego moc zostaje przełamana dzięki sakramentowi chrztu świętego. Jednakże jego konsekwencje, tzw. odpryski, pozostają w życiu każdego człowieka w postaci popełnianego przez niego zła, z czym musi się zmagać do końca swoich ziemskich dni.
Wracając do zburzenia Jerozolimy, mogło ono być konsekwencją grzechu/-ów:
  1. Bezpośrednią
  2. Pośrednią (częściową)
  3. Nie mającą związku z grzechem/-ami
Raz jeszcze w wielkim skrócie – grzech – odpowiedzialność za niego – jego konsekwencja:
  1. Jednostka popełnia grzech – ponosi za niego odpowiedzialność – ponosi także konsekwencje jego
  2. Jednostka popełnia grzech – ponosi za niego odpowiedzialność – konsekwencje ponosi jednostka + zbiorowość
  3. Zbiorowość popełnia grzech – ponosi za niego odpowiedzialność – konsekwencje ponosi zbiorowość + w tym jednostka nie uczestnicząca w grzechu
  4. Zbiorowość popełnia grzech – ponosi za niego odpowiedzialność – konsekwencje ponosi wyłącznie zbiorowość, poza jednostkami zbiorowości nie uczestniczącymi w grzechu
Gniew Boży = Kara Boża = Sprawiedliwość Boża = Konsekwencja grzechu, jego winy
Sprawiedliwość Bożą uśmierza (pomniejsza bądź całkiem znosi) – pokuta + zadośćuczynienie + modlitwa + post + jałmużna (ogólnie – dobre uczynki, nawrócenie).

[1] Tutaj dobrym przykładem na zilustrowanie opisanej sytuacji jest taka oto ilustracja. Pijany kierowca (a więc nie mający świadomości) wsiada za kierownicę samochodu i jedzie autostradą. Tam powoduje karambol. Wiele osób zostaje poszkodowanych (dużo rannych, ale i ofiar śmiertelnych). Jak więc tutaj rzecz ma się z grzechem i odpowiedzialnością za niego, a także z konsekwencjami? Tak też: Nie ma grzechu, bo nie ma świadomości (grzechu popełnienia karambolu, w którym ucierpieli ludzie), teoretycznie więc nie powinno być odpowiedzialności (poza tą przewidzianą kara ziemską, prawną). Nie jest jednak tak do końca, gdyż sprawa jest złożona. Mianowicie, istnieje tutaj inny grzech – zaniedbania, doprowadzenia do takiego, a nie innego stanu kierowcy, który następnie wsiada za kierownicę i wyrusza w podróż. Grzech zaniedbania, lekkomyślności ma więc kierowca wyłącznie, o ile sam się upił (np. w samotności) i wyruszył niczego nie świadomy w drogę. W przypadku natomiast, jeśliby także inni ludzie z nim pili, bądź wiedzieli o jego stanie upojenia, a mimo to pozwolili mu jechać samochodem, wówczas grzech wspomniany mają także i te osoby. Odpowiedzialność za wyłącznie grzech zaniedbania spada, tak w pierwszym przypadku wyłącznie na kierowcę, a w drugim jest dzielona między kierowcę, a tych, którzy zezwolili mu na podróż w takim stanie. Jeśli wziąć pod uwagę konsekwencje, to są tutaj, tak konsekwencje grzechu zaniedbania / lekkomyślności, jak i grzechu wypadku (bez względu, czy umyślnego, czy nieumyślnego), które dotykają wszystkich, czyli: kierowcę, jego rodzinę, ofiary ranne, jak i śmiertelne wypadku, ich rodziny, etc. Reasumując: grzech jednej osoby (mniej lub bardziej umyślny) faktycznie jest w stanie ściągnąć mimowolnie konsekwencje na większe grono ludzi. W tym przypadku, można także dodać, że większy wydaje się grzech zaniedbania / lekkomyślności, gdyż to on spowodował dalszy tragiczny bieg wydarzeń (i doprowadzenie przez kierowcę w takim przypadku do karambolu nie jest grzechem (przynajmniej w dosłownym rozumieniu tego słowa), gdyż nie ma ów człowiek świadomości. Są natomiast konsekwencje, tak grzechu zaniedbania, jak i wypadku, który to sam wypadek już jest konsekwencją grzechu zaniedbania). Oczywiście więc, może nie być grzechu jako takiego, ale pomimo to, są konsekwencje (które de facto są konsekwencjami jeszcze wcześniejszych grzechów, które doprowadziły do takiego, a nie innego stanu rzeczy, a których przychodzi oglądać skutki w danym czasie i miejscu). Inny przykład: przez tydzień czasu kłóciło się małżeństwo. Emocje sięgnęły zenitu. Po 7 dniach, roztrzęsiona żona postanowiła zabić męża. Zrobiła to. Mąż zginął z jej rąk, a ona w konsekwencji tego poszła do więzienia. I tak analizując ten przykład: główny grzech – długotrwała kłótnia, której konsekwencją bezpośrednią jest zabójstwo, a pośrednią więzienie. Samo morderstwo dokonane w afekcie, a więc w nieświadomości, bądź w niezupełnej świadomości nie może więc być grzechem. Konsekwencje w postaci więzienia są – bezpośrednio wynikiem morderstwa, a pośrednio tego, co do niego doprowadziło, bo gdyby nie pierwotne wydarzenia (długotrwałe kłótnie), wówczas nie doszłoby do morderstwa, a więc nie byłoby w konsekwencji więzienia. I tutaj, co wydaje się być absurdalnym faktem, pośrednie przyczyny konsekwencji, a więc nie morderstwo, tylko długotrwała kłótnia, ostatecznie doprowadziła do konsekwencji w postaci więzienia.




Piotr Żak – rocznik 1990, magister stosunków międzynarodowych (Uniwersytet Jagielloński) oraz magister amerykanistyki (Uniwersytet Jagielloński), oba tytuły uzyskane w 2014 roku. Zainteresowania naukowe: historia, dyplomacja, prawo międzynarodowe publiczne oraz teologia. Planowany doktorat w zakresie nauk społecznych, stricte stosunków międzynarodowych. W wolnych chwilach: podróże, fotografia przyrody oraz bieganie i jazda na rowerze. Członek Związku Strzeleckiego „Strzelec” Równość Wolność Niepodległość. Numer ORCID: https://orcid.org/0000-0002-9145-2816.

CZŁOWIEK A ZBAWIENIE ŚWIATA

Nie podlega żadnym wątpliwościom fakt, iż świat został raz w swojej historii i wystarczająco zbawiony. Zbawienie to dokonało się raz a dobitnie za i po wszystkie pokolenia aż do skończenia świata. Ów Zbawcą był i jest nie kto inny, jak Jezus Chrystusa poczęty z Ducha Świętego a narodzony z Maryi Panny w Betlejem Judzkim. Jego krwawa ofiara na krzyżu za grzech świata została przyjęta przez Boga Ojca poprzez wieczny czas. Jest ona niczym niepodważalną i niepowtarzalną ofiarą, której nikt ani nic nie jest w stanie i mocy zmazać tudzież zastąpić. Nie potrzeba więc żadnych innych mesjaszów świata. Odkupieńcza i oblubieńcza tym samym ofiara Chrystusa, miała i ma wymiar nie tylko ziemski, ale i kosmiczny[1], tak jak i kosmiczny wymiar miał grzech pierwszych rodziców – Adama i Ewy. Jedyną ofiarą, która codziennie się dokonuje w różnych częściach świata, jest nieustanna ofiara Jezusa Chrystusa pod postacią Chleba i Wina w czasie Przenajświętszej Mszy. Jest to ofiara, która niesie nieustanne zbawienie ludzkości.
Błędne są więc twierdzenia niektórych nowinkarzy, iż człowiek zbawić może sam siebie i świat. Oczywiście Pan Jezus zachęca człowieka, by ten ochoczo brał swój krzyż, codzienny krzyż – cierpień, zmartwień, chorób, doczesnych trosk na swe barki i szedł za nim, naśladował Go i miał udział w Jego zbawieniu. Człowiek i owszem może, ale nie tyle zbawić siebie samego i innych ludzi w sensie odkupieńczym, ale już jak najbardziej ma moc przyczynić się do ów zbawienia. Chodzi o to, iż to człowiek mając wolną wolę wybiera i jest to albo „tak” albo „nie” względem zbawienia, czy chce czy nie chce być zbawionym. Hasło: Człowiek zaczyna zbawianie od samego siebie i swego najbliższego otoczenia oraz Ksiądz zbawia się wraz ze swymi parafianami, znaczy tyle, co wpływ, postawa na to czy czyni on tak, że rzeczywiście podąża za Chrystusem naśladując Go i tym samym dokonując udziału własnego w Jego zbawieniu. Z kolei zbawianie bliźnich przez człowieka polega na tym, aby potrafił on wpłynąć na innych ludzi tak, by ci zechcieli być zbawionymi, aby ich wybór wył zdeterminowany obserwacją np. postawy codziennej ów człowieka. W każdym razie zbawieniem jest tylko i wyłącznie sam Chrystus. Człowieka sam siebie nie zbawia, gdyż nie ma takiej władzy. Kluczową jest tu współpraca z łaską bożą. To człowiek decyduje ostatecznie czy chce, a jeśli tak to na ile podjąć dzieło współpracy z Bogiem ku swemu zbawieniu. Człowiek tylko (i aż) decyduje na podstawie wolnej woli, czy chce czy nie chce tego zbawienia. Tylko w takim kontekście uprawnione jest stosowanie stwierdzenia, że człowiek zbawia sam siebie. Przykładowo, namawiając innych do pójścia za Chrystusem, przyczyniamy się do zbawienia tych ludzi, aczkolwiek to nie my ich zbawiamy!
Co do kwestii owego „przyczyniania się” należy zacząć to dzieło (zbawienia) od siebie samego. To właśnie samemu potrzeba tak żyć, aby Słowa Ewangelii były objawieniem w moich czynach. Żyjąc w zgodzie z ów Słowami (Nota bene, czyż Jezus Chrystus nie jest ostatnim Słowem Boga Stwórcy względem człowieka?), każdego dnia podążając za Mistrzem z Nazaretu i wkraczając nieustannie na drogę zbawienia, z której ściąga nas jedynie grzech. Pan już mi dał swe zbawienie, a ja tylko mam się względem niego określić, mam za nim podążać. Bliźni widząc moje postępowanie, być może powiedzą sobie w duchu: Może i ja tak zacznę żyć? Tak więc idąc za Chrystusem, za zbawieniem, mogę pociągnąć za sobą, dzięki moim życiowym postawom / uczynkom swych bliźnich ku Niebu. Aczkolwiek muszę pamiętać, że za sobą mogę także pociągnąć swych braci i siostry ku piekłu, krocząc za diabłem.
Nie ma innej drogi zbawienia niż krzyż. Niebo otwiera się dla człowieka wyłącznie poprzez krzyż. Poczynając od krzyża Chrystusa, a kończąc na krzyżu codziennym każdego z nas, mniejszym lub większym. Problemy dnia szarego, choroby, głód, wojny, klęski żywiołowe, katastrofy, bezrobocie, prześladowania. To wszystko jest wyrazem krzyża. Przyjmując ów krzyż, przyjmujemy Chrystusa, nasze Zbawienie.
Tak więc człowiek nie zbawia ani siebie ani innych ludzi. Aczkolwiek chrześcijanin może, a nawet powinien podążać za oraz ku zbawieniu, pociągając za sobą rzesze bliźnich, tym samym przyczyniając się do indywidualnego, jak i wspólnotowego zbawienia.

[1] Ks. M. Ciesielski SChr, Edyta Stein – praca magisterska, rozdział II – Zbawczy charakter ofiary Jezusa Chrystusa [w:] 
http://www.tchr.org/ciesielski/index.php?go=edyta_stein_praca_magisterska_p6
(12.03.2016).



Piotr Żak – rocznik 1990, magister stosunków międzynarodowych (Uniwersytet Jagielloński) oraz magister amerykanistyki (Uniwersytet Jagielloński), oba tytuły uzyskane w 2014 roku. Zainteresowania naukowe: historia, dyplomacja, prawo międzynarodowe publiczne oraz teologia. Planowany doktorat w zakresie nauk społecznych, stricte stosunków międzynarodowych. W wolnych chwilach: podróże, fotografia przyrody oraz bieganie i jazda na rowerze. Członek Związku Strzeleckiego „Strzelec” Równość Wolność Niepodległość. Numer ORCID: https://orcid.org/0000-0002-9145-2816.

REKONSTRUKCJA ZDARZEŃ PORANKA ZMARTWYCHWSTANIA JEZUSA CHRYSTUSA

  1.     Jezus zmartwychwstaje nie naruszając płótna i chusty, przenika skalne mury, nie naruszając głazu ( Wszedł on do wnętrza grobu i ujr...